Szczecin Sport.pl > 

Edi Andradina po polsku, rosyjsku i japońsku. Brazylijska gwiazda Pogoni prywatnie

Mariusz Rabenda

2012-10-28, godz. 16:26

Fot. Łukasz Węgrzyn / Agencja Gazeta

więcej zdjęć

Porwany za młodu

Jako sześciolatek zaczął trenować w szkółce piłkarskiej w rodzinnym mieście. Osiem lat później wypatrzyli go skauci z klubu Matsubara.

- I tak to, jako 14-letni chłopak, opuściłem dom rodzinny. Matsubara leży ponad 500 km od Andradiny. Wyjechałem do internatu. W klubie miałem wszystko, co potrzebne młodemu piłkarzowi: treningi, wyżywienie, dobrą opiekę lekarską, szkołę. A dwa lata później podpisałem pierwszy profesjonalny kontrakt. To znaczy tata podpisał, bo ja byłem niepełnoletni, więc nie mogłem.

Matsubara w "dorosłej" piłce brazylijskiej niewiele znaczy, ale słynie z umiejętnego wyszukiwania i doskonalenia młodych piłkarzy. Edi wspomina, że na pierwszych jego treningach było z 50 chłopaków. - Prawie wszyscy mieli po dwa imiona. Na dodatek kilku na drugie miało Carlo czy Carlos. Trener, żeby się nie pogubić w tym wszystkim, zapytał mnie: "Skąd jesteś?". Mówię, że z Andradiny. "To będę do ciebie mówił Andradina". I tak już zostało.

Mając 22 lata, trafił do Santosu - jednego z najsłynniejszych brazylijskich klubów. Wielokrotnego mistrza stanu Sao Paolo, trzykrotnego mistrza Brazylii. To w Santosie grał Pele. Stał się symbolem klubu. Edi najbardziej pamięta wzruszenie, gdy Pele wręczył mu klubową koszulkę.

Rosja, Japonia i krowy

Edi w Santosie kariery nie zrobił. Często był zmieniany podczas meczów. Nic dziwnego, że przystał na propozycję, jaką złożył mu rosyjski Arsenał Tuła. Kolejne dwa lata zawodnik spędził 150 km na południe od Moskwy.

- Pierwszy wyjazd był trudny. Nie chodzi o to, że zimno. Tylko że przeniosłem się do kraju o innej kulturze. Rozmawiać nauczyłem się szybko, ale do kultury i zwyczajów trudno było się przyzwyczaić. No i ludzie...

- Serdeczni, gościnni - podpowiadam.

- Nie! Wręcz przeciwnie. Jacyś zawistni. To tam pierwszy raz spotkałem się z tym, że młodzi musieli nosić torby starszych zawodników. U nas tak nie jest. Wszyscy są traktowani równo, a jak starsi widzą w młodym talent, to go szanują.

W Tule w dwa lata strzelił 35 bramek.

Z Rosji przeniósł się do Japonii, gdzie w ciągu trzech lat grał aż w pięciu klubach. Zawsze chciał poznać kulturę japońską. Mówi, że właśnie tam zetknął się z najbardziej technicznym futbolem.

Po japońskiej przygodzie na dwa lata powrócił do ojczyzny, a że na zagranicznych wojażach trochę zarobił, zaczął inwestować. Kupił ziemię i stada krów.

- U nas wołowina jest przysmakiem. Dużo się jej je. Stado raz liczyło 200, a innym razem ponad 1000 zwierząt - mówi. - Ale kiedy podjąłem decyzję o zamieszkaniu na zawsze w Polsce, krowy sprzedałem. Tutaj jeszcze nie inwestowałem w nic. Nie zastanawiam się nad tym, co będę robił za dwa, trzy lata.

Jak trafił do Pogoni Ptaka

Do Szczecina Ediego ściągnął Antoni Ptak, który upatrzył sobie zawodników z klubu AA Portugeusa. Wcześniej sprowadził z tego klubu do Pogoni Adriano i doskonałego napastnika urugwajskiego Claudio Milara. Potem był Edi i jeszcze kilku.

Andradina zadebiutował w polskiej ekstraklasie w marcu 2005 r. w meczu z Legią w Warszawie (legioniści wygrali 3:0).

Edi w Pogoni szybko stał się jednym z ulubieńców publiczności. O Ptaku złego słowa nie powie, bo biznesmen spod Łodzi zawsze był słowny i płacił na czas. Jednak pomysł brazylijskiej Pogoni Ediemu nigdy się nie podobał.

- To jest polska ekstraklasa i drużyny powinny się opierać na polskich zawodnikach. Nawet jakby grali bardzo dobrzy Brazylijczycy, to nikt tu by nie pozwolił im na to, by wygrali: sędziowie, działacze, piłkarze w innych drużynach. Wszyscy byli przeciwko nam.

Brazylijski eksperyment Ptaka skończył się tym, że w 2007 r. Pogoń z hukiem spadła z ekstraklasy, klub odebrano biznesmenowi i rozpoczęto jego odbudowę od czwartej ligi. A Edi przeniósł się do Kielc.

« poprzednie  1 2 3  następne »
Udostępnij link: Facebook

Zaloguj się i dodaj komentarz (logowanie wymagane)

Komentarz


Szczecin